Gestapo blasku nie ugasiło

Pałac w klasycystycznej odsłonie powstaje na zlecenie Johanna von Dolana w latach 1834-38. Niedługo po zakończeniu budowy rozpoczyna się ciąg zmian właścicieli, który na chwilę ustaje na początku XX wieku. Wtedy, nowa właścicielka majątku zleca jego rozbudowę. Kiedy ta umiera, zostaje pochowana w rodzinnym Chwalimierzu, jej spadkobierca pojawia się na pogrzebie, jednak w dość niecodziennej asyście gestapo. Syn zmarłej właścicielki Georg von Kramsta, jak się okazuje aresztowany został za pomoc ludności pochodzenia żydowskiego, za co nieszczęśliwie trafia później do Oświęcimia. Jego los nie był jednak tak oczywisty jak większości więźniów, rodzina wykupuje go za kwotę 3,5 miliona marek. Miał to być szczęśliwy finał potyczek z Niemcami, niestety Georg w trzy miesiące po uwolnieniu umiera w wyniku odniesionych w obozie ran i wycieńczenia. 

Niemcy długo nie czekają na kolejne wojenne łupy i konfiskują rodzinne posiadłości. Siostra Georga zajmuje wtedy jedno z pałacowych skrzydeł, niestety w wyniku awantury zostaje zamordowana przez swojego dalekiego kuzyna, będącego na usługach SS. Jej ciało ma zostać pogrzebane w ukryciu w pałacowym parku. W pałacu powstaje początkowo szpital wojskowy, a następnie rezydencja dla ambasadora japońskiego w Niemczech, w której przebywa do końca II wojny światowej. 

W okresie powojennym w majątku instaluje się przejściowo NKWD, chociaż ta informacja pojawia się jedynie wzmiankowo. Z całą pewnością jednak po wojnie pałac należał do Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, a w 1990 r. wybucha w nim pożar, trawiący dach i część bogatego wystroju. 

Pod koniec 2017 roku pałac kolejny raz trafia w ręce prywatne. Wieść gminna niesie, że nowy właściciel zabezpieczył należycie majątek, którego pilnują dwa psy, a sam pałac ma odzyskać dawny blask. Trzymamy kciuki

Tekst: Anna Straszyńska

Zdjęcia: Włodzimierz Datkowski i Anna Straszyńska