U Rybaka coś się dzieje

Posesja w latach 80 – tych XIX wieku należała do Augusta Ferderunga, który był prawdopodobnie jej pierwszym właścicielem. Pan Ferderung prowadził skład węgla przy ulicy Pańskiej 47, pierwszy jego anons dotyczący prowadzonej działalności datowany jest na rok 1869. Podobną działalność prowadził prawdopodobnie również przy ul Brzeskiej, jednak nie ma jednoznacznych źródeł potwierdzających to.


W tym okresie na posesji znajdowały się dwa budynki drewniane: tuż przy ulicy, przy prawym boku działki oraz przy lewym boku – na samym jej końcu. U schyłku lat 80 – tych August Ferderung zmarł, posesja dość długo miała nieuregulowany status i była opisywana w taryfach jako własność sukcesorów. W połowie lat 90 – tych jej jedyną właścicielką została Helena Ferderung, zapewne córka pana Augusta.
Na przełomie stuleci we wspomnianych drewnianych barakach działał skład drewna opalowego K. Szymańskiego; w roku 1907 posesje odkupił Henryk Olszewski, hurtowo handlujący węglem. Posesje wypełniły hałdy „czarnego złota”, zaś biuro w którym dokonywano sprzedaży ulokowało się przy Brzeskiej 14.
Drewniany budynek frontowy pan Olszewski przeznaczył na mieszkania czynszowe: pod tym adresem w roku 1908 spotkać można było akuszerkę Agnieszkę Arkitę oraz handlującą Ryfkę Herszfeld.
W roku 1913 posesja po raz kolejny zmieniła właściciela: kupującym był żydowski przedsiębiorca Menachem Rothlewi, handlujący suknem przy ulicy Gęsiej, i zarazem właściciel kilku nieruchomości – w tym ukończonej w roku 1910 kamienicy przy Radzymińskiej 2. Zachęcony sukcesem pierwszej inwestycji Rothlewi przy Brzeskiej w latach 1913 – 14 wzniósł kolejną kamienicę o bardzo interesującej architekturze. Wczesno modernistyczny budynek o wystroju czerpiącym z geometrycznego nurtu secesji otrzymał dziesięcioosiową fasadę z balkonami na pierwszej, piątej i dziesiątej osi.
Najwyższą, szóstą kondygnację ukryto w łamanym, mansardowym dachu, który ozdobiony został półkolistym szczytem z późnobarokową dekoracja w formie kartusza, pod nim znalazła się para półkoliście zamkniętych okienek. Gaz zainstalowany był tylko w mieszkaniach we frontowym budynku. Lokatorzy tej części mieli do dyspozycji duże mieszkania z łazienkami. Była również oddzielna klatka schodowa dla służby, prowadząca do kuchni. W oficynach natomiast mieszkania były ciemne, nie posiadały łazienek, a wodę można było czerpać tylko w podwórzu. Tam również prosperowała mała piekarnia, po której próżno szukać pamiątek.
Rothlewi niemal natychmiast część pomieszczeń wynajął na cele edukacyjne: już w roku 1914 w kamienicy działała szwalnia dla dziewcząt od lat 7,5 do 14 uczących się bezpłatnie szycia, haftu i innych robot tego typu. O mieszkańcach kamienicy z lat trzydziestych – wyłącznie Żydach – nie można ustalić wielu informacji: spisy wymieniają min. Jakóba Geliebtera, wyrobników Szajndle Zygelman, Mordke Tuczklopera i Zyskinda Zorgenszteina. Bliskość bazaru wyznaczała handlowy charakter okolicy, i jak się okazuje – preferencje zawodowe mieszkańców sąsiadującej kamienicy. Handlem parali się niemal wszyscy mieszkańcy budynku: Icek Tenenbaum, Hersz Suchecki, Moszek Piwnica, Moszek Lerer, Nuta Judkiewicz, czy Mordka Jud. Jedynym chyba wyjątkiem była modystka Sura Furmańska.
Największe lokale w budynku frontowym zajęła rodzina właściciela: Menachem i jego żona Frajdla oraz zarządzający domem ich syn Chaim. Około roku 1930 w lokalach handlowych mimo dużej konkurencji prosperowała wędliniarnia Piotra Oporskiego, artykuły techniczne oferowała spółka „Fiszer St.”, S. z o. o. Firma ta, działająca pod szyldem „Pomalin”, przy ulicy Łuckiej produkowała glazury do obuwia, pasty do podłóg, atrament itp. W kolejnym lokalu działał fryzjer „Adolf”.
Rothlewi jako kamienicznik zaciągnął kilka kredytów, po jego śmierci zadłużoną kamienicę w latach 1927-1936, dwa razy do roku wystawiało na sprzedaż Towarzystwo Kredytowe w Warszawie. Dopiero po 9 latach znalazła nowych nabywców – małżeństwo Szymanowiczów.
Nowi właściciele Szlama i Fajga Szymanowicz, prowadzili firmę oferującą świecidełka i ozdoby choinkowe firmy „Choinka Polska”, wówczas działającej przy 11 listopada 10, wcześniej – przy Placu Żelaznej Bramy. Oni pozostali właścicielami kamienicy do wybuchu wojny. W tym okresie nastąpiła zmiana najemców lokali handlowych: w roku 1938 w kamienicy działała restauracja Czesławy Turkowskiej, wyroby bieliźniane oferowała M. Senderowicz. W 1940 r. ze względu na swoją sytuację byli zmuszeni ją sprzedać. Kamienicę zakupił Konstanty Warełko. Była to dla niego lokata pieniędzy. Po II Wojnie Światowej stracił do niej prawo na podstawie tak zwanego dekretu Bieruta.

Miasto przez lata nie inwestowało w kamienicę, nie przeprowadzono żadnego większego remontu. W 1988 roku wydano nawet decyzję zezwalającą na rozbiórkę budynku. Na szczęście do tego nie doszło, a w lipcu 1999 r. wpisano budynek do rejestru zabytków. Jacek Govenlock z rodziną odzyskał prawa do kamienicy w 2008 roku, przysługujące mu po dziadku Konstantym Warełko. Budynek został wysiedlony w 2009 roku, gdyż nie nadawał się do użytkowania. Rodzina planowała remont, mieli na nadzieję na ulokowanie w tym miejscu Muzeum Warszawskiej Pragi. Pojawiło się także kilka innych pomysłów: przywrócenie funkcji mieszkalnej, biura, akademik czy hotel.Niestety plany się nie ziściły. Od 2 kwietnia 2015 roku, właścicielem kamienicy jest spółka Magmillon. Prace remontowe mają ruszyć na jesieni tego roku. Projekt Warszawskie Kamienice w ramach, którego odbędzie się remont to forma inwestycji grupowej.


We frontowym lokalu znajdował się słynny w całej dzielnicy sklep rybny z charakterystycznym napisem „RYBAK” nad wejściem. We wnętrzu zostały baseny na ryby. Jest to ważny epizod w życiu „osiemnastki”, ponieważ od nazwy tego sklepu, wzięła się lokalna nazwa… „Kamienica Rybaka”.

Fot. Anna Straszyńska