Kim był Kolbe i to nie Maksymilian?

Wielu z nas ma w sobie pierwiastek zbieracza. Często na strychach czy w piwnicach pojawiają się półki i kartony pt. „przyda-się”. I tak gromadzimy w nich „coś od czegoś”,  „ważne i potrzebne”, pamiątki rodzinne, wakacyjne i inne.

W ten właśnie sposób u jednego z naszych członków pojawił się przedmiot o ciekawej metryczce:
Myślałem, że dziadek może z wojny przywiózł. Walczył u Andersa ale oni nie wyzwalali Brukseli…” – opowiada Marcin, próbując ulokować znalezisko w czasie i przestrzeni. Ale o czym mowa?

Mowa o wieszaku ubraniowym, ale nie takim jakich pełno w domu każdego z nas: Wieszak chirurga Wehrmachtu Dr. H.Kolbe z wojskowego szpitala specjalistycznego w Brukseli. Numer poczty polowej pokazuje lata 1940-41”. Informacje, blaknące już zresztą, na wieszaku wskazują, że ów Kolbe był lekarzem wojskowym: „Na górze jest jeszcze Stabsarzt , lekarz ze stopniem wojskowym” – zwrócił uwagę drugi kolega – Jarek. Dalsze oględziny wieszaka przez czujnych pasjonatów historii podpowiedziały, że H.Kolbe pracował w  szpitalu podlegającym pod OKH co jest skrótem od Ober Kommando Heeres der Wehrmacht, czyli w niemieckim Naczelnt DowództwoWojsk Lądowych funkcjonującym od 1936 do 1945 roku

Babcia u schyłku życia mieszkała na Marysinie, w mieszkaniu po swojej siostrze i to tam w piwnicy go znalazłem. Leżał w dużej torbie pełnej wieszaków i takich z PRL-u i współczesnych.” – opowiada Marcin, potwierdzając tym samym tezę o „przydasiach”. „Wyłuskałem go z tej torby, bo mam w zwyczaju dokładnie sprawdzać wszystko, ale skąd on tam się wziął?” – kontynuuje. Faktem jest, że tego się już pewnie nie dowiemy, można by rzec, że jest to „ciekawa ciekawostka”, jednak w naszym fachu zawsze pozostaje niedosyt informacji, bo że H. Kolbe był lekarzem w stopniu kapitana, to już wiemy. Wiemy również gdzie można było go spotkać, nie wiemy jednak skąd pochodził i jak trafił do podległej OKH placówki, czy był spowinowacony z Maksymilianem zamęczonym w KL Auschwitz? Może wiecie coś więcej?

Tekst: Anna Straszyńska

Zdjęcia: Marcin Dudek